„Nowoczesna” wojna biologiczna na pewno nie będzie prowadzona przy pomocy trujących korzeni roślin, tylko przy użyciu śmiercionośnych bakterii i jadów bakteryjnych . Wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu, że tylko fizyka i chemia mogą zmienić oblicze świata, biologia zaś nie ma na nie większego wpływu, okazało się, że nowoczesna biologia molekularna, a w ślad za nią biotechnika mogą sprawić całkowity przewrót w naszym życiu (jednym z celów tej książki jest przyspieszenie tego procesu). Wobec tego niedocenienia biologii, nie dziwi, że i nowoczesna broń biologiczna pozostaje nadal nieznana. Jest to fakt godny pożałowania, ten bowiem, kto wie, że: przygotowanie broni biologicznej „w wystarczającej ilości” nie stanowi problemu ani finansowego, ani personalnego, broń biologiczna jest tańsza od wszystkich innych rodzajów broni, dobrze wyposażone laboratorium mikrobiologiczne nie kosztuje więcej niż jeden samolot bojowy typu Starfighter, śmiercionośne bakterie dosłownie leżą na ulicy, środki na pokrycie kosztów produkcji broni biologicznej tkwią gdzieś ukryte w wielkim budżecie, rozumie, iż nawet najmniejsze państwo może zgromadzić w swoim „bio-magazynie” środki do zgładzenia milionów sąsiadów. Nie róbmy jednak paniki, nie stwarzajmy sensacji. Wyprodukowanie i zmagazynowanie jest równie bezproblemowe, jak problematyczne byłoby – na szczęście! – użycie broni biologicznej przeciw ludziom (gdyby do tego kiedykolwiek doszło). Jeśli napastnik zechce sam okupować kraj pokonany przy użyciu bakterii, musi się liczyć z tym, że jego właśni obywatele ulegną zakażeniu. Dlatego musiałby ich wszystkich przedtem zaszczepić. Trudno byłoby to jednak ukryć przed krajem, przeciwko któremu przygotowuje się agresję – on także mógłby wprowadzić środki zapobiegawcze.

Lepiej od bakterii nadawałyby się jady bakteryjne, zwłaszcza takie, które w 12- 24 godzin po rozpyleniu ulegną rozkładowi, a więc stają się nieczynne. Tak jest właśnie w przypadku jadu kiełbasianego!

Rozpylanie to jedyna jeszcze poważnie dyskutowana możliwość rozsiewania jadów i bakterii na terytorium przeciwnika. Przez dyszę, pod ciśnieniem rozpyla się w powietrzu płyn, który zawiera np. jad kiełbasiany. Mechanizm jest taki jak w rozpylaczu perfum czy lakieru do włosów. To, co się ulatnia, nazywamy naukowo aerozolem drobniutkie kropelki o średnicy 0,5 do 0,005 mm unoszą się w powietrzu, i to unoszą bardzo długo. Kropelka aerozolu o średnicy tylko 0,005 mm opada w nieruchomym powietrzu w ciągu 24 godzin zaledwie o 1 m. Dlatego też nie ma potrzeby rozpylania aerozolu z samolotów czy rakiet nad krajem, który chce się zatruć. O wiele skuteczniej i łatwiej można to zrobić z okrętu w pobliżu wybrzeża, zakładając, że kierunek wiatru jest odpowiedni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *