Za przykład może posłużyć to, co zrobili ludzie z Fort Detrick. W celach badawczych rozpylili na długości 250 km 200 kg siarczku cynkowo-kadmowego (substancja fluoryzująca, którą łatwo wykazać) w postaci aerozolu o średnicy kropelek 0,002 mm. Zrobili to z łodzi, która znajdowała się w odległości 16 km od wybrzeża. Aerozol został przeniesiony przez wiatr na 720 km(!) w głąb lądu, i rozprzestrzenił się na terytorium co najmniej 90 000 km2, czyli większym od powierzchni Austrii! Ilość aerozolu, jaką człowiek pobierał przy oddychaniu na tym obszarze, wynosiła od 15 do 15 tys. kropelek na minutę. W przypadku jadu kiełbasianego wystarczyłoby tego całkowicie do zabicia wszystkich ludzi na tym obszarze.

Łatwo jest stawiać hipotezy, ale dochodzimy tu do zasadniczej trudności z techniką aerozolową: czy wiatr rzeczywiście będzie wiał nieustannie w stronę lądu? Jeśli wiatr zmieni kierunek, to agresor dostanie w twarz cały ładunek przeznaczony dla przeciwnika. Na obszarach o szybko zmieniającym się stanie pogody nie warto „polecać” metody rozpylania bakterii. Ale to jeszcze nie wszystko. Przy silnym promieniowaniu słonecznym, na wybrzeżu, na stokach górskich itp. powstają bardzo silne prądy wstępujące, które szybko mogą wynieść aerozol na wysokość do 10 km, gdzie panują temperatury rzędu – 60°C, poza tym promieniowanie nadfioletowe wysoko w górze jest znacznie silniejsze niż przy powierzchni ziemi. Oba te czynniki są dla wielu bakterii zabójcze, zwłaszcza wtedy, gdy na skutek prądów wstępujących i zstępujących zachodzą gwałtowne zmiany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *